Oaza między Ukrainą a Polską. “Bardzo chcemy wrócić do domu, ale nie da się tam żyć”
Peron piąty na dworcu Przemyśl Główny jest oddalony od reszty. To stamtąd odjeżdżają i tam przyjeżdżają pociągi z Ukrainy. Po polskiej stronie po wyjściu z budynku, w którym znajduje się punkt odpraw paszportowych, na przyjezdnych czekają pracownice przydworcowego Pokoju Matki i Dziecka. “Czy możemy jakoś pomóc?”
Punkt znajduje się na rogu ulic Stefana Czarnieckiego i Mikołaja Kopernika, jest otwarty codziennie od 7:00 do 23:00. Składa się z trzech pomieszczeń – cichej poczekalni z regałem na bagaże, poczekalnio-bawialni dla dzieci i kuchni, w której podróżni mają możliwość podgrzania jedzenia i przygotowania ciepłego napoju. W 2025 roku z jego usług skorzystało ponad 25 tysięcy osób, w tym niemal 13 tysięcy dzieci. Tego dnia zmianę mają psycholożka Oksana i koordynatorka Polina.
Wszystko działo się szybko, wiele ode mnie zależało
Oksana: Jestem z Kijowa. Przyjechałam z dziećmi do Polski, do Przemyśla 1 marca 2022 roku. Nie wyjeżdżaliśmy w głąb kraju, bo mieliśmy nadzieję, że wojna potrwa nie dłużej niż miesiąc. Od razu zaangażowałam się w wolontariat na dworcu. Pomaganie innym ludziom pozwalało mi oderwać się od własnych problemów, przynosiło mi ogromną satysfakcję i ulgę. Później podjęłam pracę w Centrum Pomocy Humanitarnej, gdzie prowadziłam konsultacje w przeróżnych sprawach – poszukiwania pracy, zakwaterowania, kupna biletów na podróż, itp. Po dwóch latach pobytu tutaj i pracy z ludźmi, chciałam się nauczyć pomagać na wyższym poziomie, profesjonalnie i kompetentnie. Mam wykształcenie techniczne, postanowiłam zdobyć wyższe wykształcenie psychologiczne.
Ministerstwo Oświaty i Nauki Ukrainy podaje, że w 2024 roku podanie o przyjęcie na studia na kierunku psychologicznym złożyło 54,4 tys. osób. Ze względu na duże zapotrzebowanie na usługi z zakresu zdrowia psychicznego, zainteresowanie kierunkiem wzrosło o ponad 60% w stosunku do poziomu sprzed pełnoskalowej wojny.
Tak trafiłam do Domu Ukraińskiego w Przemyślu, który realizuje projekty finansowane przez Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej. Prowadzę konsultacje psychologiczne w Pokoju Matki i Dziecka.

Każda osobista historia jest inna, ale wszyscy są zdenerwowani
Ludzie, którzy po raz pierwszy przekraczają granicę są z góry przekonani, że nic tu nie zrozumieją i że ich też nikt nie zrozumie. Niektórzy są tak zestresowani, że na przykład widząc ogłoszenie napisane w języku ukraińskim, nie rozumieją, co tam jest napisane. Nie widzą, że jest po ukraińsku. Przychodzą do nas na krótko, na kilka godzin, godzinę, nawet 20 minut. Uspokaja ich sama atmosfera. To miejsce, wygoda i ciepło naszego pokoju. Staramy się wyłapać osoby, które mogą potrzebować rozmowy.

Pod koniec listopada przyjechała starsza kobieta. Ona i jej rodzina byli naszymi pierwszymi klientami z Tarnopola po niedawnym ostrzale. Rakiety zniszczyły trzy budynki, zginęło bardzo wiele osób. Kobieta stanęła w drzwiach i powiedziała tylko “jesteśmy z Tarnopola”. Po chwili powtórzyła – “jesteśmy z Tarnopola”. Wtedy zrozumiałam, że ma ogromną potrzebę opowiedzenia o tym, co się stało i o swoim bólu. Bardzo się uspokoiła dzięki temu, że mogła się tym podzielić i zrzucić z siebie ciężar swoich przeżyć.
W ataku na Tarnopol z 18 i 19 listopada 2025 zginęła wraz z mamą 7-letnia Amelia, obywatelka Polski.
Innym razem trafiła do nas kobieta, której zginął mąż, a ona nie miała nawet kiedy przeżyć żałoby. Podróżowała z córką i wnuczką – nie chciała przy nich płakać ani pokazywać, że cierpi. Ludzie często są zaskoczeni, kiedy zachęcamy ich do rozmowy i do zgłoszenia się po pomoc. Całe życie byli uczeni, że wszystko trzeba trzymać w sobie.
Do moich obowiązków należy dosłownie wszystko
Polina: Odpowiadam za kwestie organizacyjne. Jeśli trzeba rozwiązać jakiś problem, można się do mnie zwrócić. Przyjechałam w 2022 roku z synem. Jechałam do Czech, ktoś czekał na mnie w Czechach, ale tak się złożyło, że zamieszkaliśmy na stałe w Przemyślu. Moje dziecko poszło do szkoły, a ja podjęłam wolontariat w Domu Ukraińskim. Nie chodziło mi o pieniądze, ale o adaptację, o kontakt z ludźmi, którzy są w takiej samej sytuacji jak ja i z osobami pochodzenia ukraińskiego, którzy mnie rozumieli i wspierali. A teraz tu pracuję. To pokój dla rodzin z dziećmi, ale pomagamy każdemu, kto pomocy potrzebuje.

Kiedyś z pociągu wysiadło troje starszych ludzi, jedna po osiemdziesiątce, dwie po siedemdziesiątce. Potrzebowali kogoś młodszego, kto by ich pokierował i pomógł im w podstawowych sprawach, choćby w wypłacie pieniędzy z karty, bo oni nawet tego nie umieli. Nie wiedzieli, że w Polsce nie zapłacą hrywnami.
Często udzielamy porad związanych z przekraczaniem granicy. Wiele osób nie wie, jak to zrobić prawidłowo, aby nie stracić schronienia w innych krajach. Przekazujemy oficjalne informacje i dzielimy się osobistym doświadczeniem. W internecie jest masa nieaktualnych i nieprawdziwych informacji. Coraz częściej zdarzają się osoby, które mają przeterminowane paszporty, a z takimi paszportami straż graniczna nie wpuszcza do Ukrainy. Trzeba jechać do konsulatu. W grudniu otwarto wicekonsulat w Rzeszowie, wcześniej ludzie musieli jechać aż do Krakowa. Każda taka podróż to dodatkowe koszta i czas. Biały paszport kosztuje 100 złotych, nie każdy może sobie na to pozwolić. Zwłaszcza jeśli ma, na przykład, troje dzieci. W dodatku w sobotę i niedzielę konsulaty są nieczynne.
Staramy się stworzyć taką oazę, coś pomiędzy Ukrainą a Polską,
aby zwłaszcza ci, którzy przyjechali tu po raz pierwszy, nie czuli się obco. Cudzoziemcy mogą tu po prostu odpocząć między pociągami i załatwić podstawowe potrzeby – skorzystać z bezpłatnej toalety, napić się kawy, herbaty, po prostu posiedzieć w ciszy i cieple na wygodnych kanapach. Obecnie podróż ze wschodu Ukrainy, na przykład z Charkowa, do Niemiec trwa dwie doby.
Z pokoju od rana korzysta pani Halina, która podróżuje z dwójką dzieci z niepełnosprawnościami.

Halina: Byliśmy tu już kilka razy, i zimą i latem. Ten pokój, to bardzo duża pomoc dla rodziców, dzieci i osób starszych. Podróż z dzieckiem zawsze jest wyzwaniem, ale z dzieckiem z niepełnosprawnością jest dwa razy trudniejsza. Sasza ma 8 lat. Nie mówi, nie potrafi powiedzieć, co go boli, ma zaburzenia odżywiania, niestabilne stawy biodrowe i nosi pieluchę. Jest całkowicie zależny od pomocy. Wcześniej zabieraliśmy ze sobą wózek, ale to jest bardzo problematyczne w podróży. Już teraz jest ciężko – podróżując we trójkę mamy dwie walizki, torbę z jedzeniem i plecak. W jednej ręce niosę syna, drugą ręką ciągnę walizkę. Córka bierze plecak i drugą walizkę.

Podróż z Regensburga do Odessy trwa dwie doby. To bardzo trudne, bardzo męczące. Regensburg leży blisko granicy z Czechami. Jedziemy stamtąd do Pragi, z Pragi do Przemyśla, a potem z Przemyśla do Odessy. W Pradze wsiadamy do pociągu o dziesiątej wieczorem, i przyjeżdżamy tutaj wcześnie rano, gdzieś o wpół do siódmej. Ten pokój jest otwarty od 7 rano, to jest bardzo wygodne.
Przyjechaliśmy do Niemiec w maju 2022 roku w ramach zorganizowanej ewakuacji Odessy. Zastanawialiśmy się, jechać, czy nie jechać, ale kiedy zaczęły się bombardowania budynków mieszkalnych i pojawiły się ofiary wśród cywilów, podjęliśmy decyzję. Przyjechaliśmy do Regensburga, to miasto partnerskie Odessy. Miałam nadzieję, że ze względu na potrzeby moich dzieci dostaniemy zakwaterowanie w hotelu do czasu przyznania lokalu, ale kiedy przyjechaliśmy, były już tylko miejsca w obozach dla uchodźców. Trafiliśmy do obozu. Mama i dwoje młodszych dzieci mieszka ze mną w Niemczech, mąż i dwoje starszych zostali w Ukrainie.
Przez cały pierwszy rok w ogóle nie wracaliśmy. Po raz pierwszy przyjechaliśmy do domu zimą 2023. Chcieliśmy wrócić na stałe, ale właśnie wtedy zaczęły się przewlekłe przerwy w dostawie prądu. Teraz jeździmy do domu raz w roku, żeby spędzić czas z rodziną i żeby się leczyć. W Niemczech nasze ubezpieczenie obejmuje tylko niezbędną, pilną pomoc i medycynę rodzinną. Na wszystko inne możemy sobie pozwolić tylko w Ukrainie, na przykład na stomatologa, czy rehabilitację syna.
Bardzo chcemy wrócić do domu, ale nie da się tam żyć
Już niejednokrotnie próbowaliśmy. Kupiliśmy bilety na tę podróż z dużym wyprzedzeniem, a ostatnio mocno zbombardowali Odessę, zniszczyli całą infrastrukturę. Myśleliśmy o zwrocie biletów i wyjeździe później, kiedy trochę się uspokoi, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się pojechać. W Odessie od pięciu dni nie ma prądu. Nie mamy możliwości kupienia generatora, nie stać nas. Z dnia na dzień podrożały o 10 tysięcy hrywien (ok. 850 zł). Ktoś, kto zarabia średnią krajową nie może sobie pozwolić na zakup, nawet jeśli bardzo tego potrzebuje.

Cena domowego agregatu prądotwórczego to, w zależności od typu, 1500-6000 zł. Jak podaje Państwowa Służba Statystyczna Ukrainy, miesięczny koszt paliwa przy średnio intensywnym użytkowaniu przez gospodarstwo domowe (oświetlenie, ogrzewanie, ładowanie urządzeń elektronicznych) to ok. 1500 zł. W Ukrainie średnie wynagrodzenie wynosi ok. 2300 zł miesięcznie.
Pokój Matki i Dziecka i świadczona w nim pomoc psychologiczna są prowadzone przez Dom Ukraiński w Przemyślu w ramach Projektu Przeciwdziałania Bezdomności Uchodźców z Ukrainy w Polsce Fundacji Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej. Projekt finansowany jest przez Citi Foundation i wspierany merytorycznie przez Fundację Kronenberga.
Działania fundacji PCPM w Ukrainie można wesprzeć finansowo poprzez wpłatę darowizny.