“U nas priorytetem jest to, żeby wszystkie dzieci czuły się bezpiecznie. Dopiero później pojawia się czas na naukę”
Edukacja to środek, ale celem ośrodków przygotowawczych dla dzieci z Ukrainy jest pomoc w odnalezieniu się w nowej rzeczywistości.
W Warszawie od 2022 roku działa Centrum Edukacji PCPM, które jest czymś znacznie więcej, niż sugeruje sama nazwa. Nie jest to bowiem tylko szkoła, lecz przede wszystkim miejsce, które dla wielu dziecinależących do społeczności ukraińskiej w Polsce stało się ważnym punktem stabilizacji i wsparcia. Odnajdują tam bezpieczeństwo, nawiązują przyjaźnie. To również przestrzeń, w której – w swoim tempie i przy wsparciu pedagożek – mogą wrócić do funkcjonowania w trybie szkolnym i przejść nieraz pełną wyzwań akomodację do zupełnie nowej rzeczywistości. Wkrótce jednak Centrum będzie musiało zmierzyć się z nowymi realiami funkcjonowania.

JEDEN KROK DO PRZODU, DWA KROKI W TYŁ
Decyzją prezydenta RP podjętą w 2026 roku, systemowe wsparcie dzieci, wynikające ze specustawy o pomocy obywatelom Ukrainy w Polsce, ulegnie ograniczeniu. W związku z wejściem w życie przepisów wygaszających część wprowadzonych w 2022 roku rozwiązań, ośrodki przygotowawcze oraz dodatkowe programy edukacyjne, które dotychczas funkcjonowały w ramach ulg dla uchodźców, będą mogły działać wyłącznie w zgodzie z obowiązującym polskim systemem oświaty.
Dla dzieci nowoprzybyłych rodzin oznacza to konieczność szybkiego wdrożenia się w całkowicie nowy system edukacji, bez możliwości stopniowego przystosowywania się, jakie wcześniej zapewniały programy, takie jak Centrum Edukacji PCPM. To także duża zmiana dla nauczycielek i pedagogów, którzy wspierali dzieci w dotychczasowym, rozszerzonym modelu edukacyjnym. Choć organizacje pozarządowe mogą nadal prowadzić swoje programy, w roku szkolnym 2026/2027 będą musiały dostosować je do nowych ram prawnych, co może ograniczać zakres oferowanego wsparcia.
To prawdziwy cios dla całego wypracowanego dotychczas systemu, który w myśl integracji i wsparcia wprowadził dla rodzin z doświadczeniem uchodźczym z Ukrainy w Polsce rozwiązania, które pozwalają na stopniową adaptację i wrócenie do trybu szkolnego w zgodzie ze swoimi możliwościami. Dzieci, które mieszkały w miejscowościach dotkniętych wojną nieraz mierzą się z objawami PTSD, które utrudniają im naukę czy nawiązywanie kontaktów rówieśniczych. Dla nich, nagła zmiana otoczenia, nowy dom, nowy język, nowa szkoła i towarzyszące temu poczucie wyobcowania, mogą wzmagać dodatkowo oznaki traumy. Trudno wyobrazić sobie jak w takich okolicznościach dzieci miałyby się odnaleźć w polskich szkołach i polskim systemie edukacji bez jakiegokolwiek buforu, asekuracji – a tego właśnie można się spodziewać od przyszłego roku. Doświadczenia moich rozmówczyń jednoznacznie podkreślają jak istotna jest ta wartość dodana placówek wspomagających.
WOJNA TŁEM CODZIENNOŚCI
Odwiedziłam Centrum Edukacji PCPM, żeby porozmawiać z nowoprzybyłymi do Polski matkami dzieci, które niedawno dołączyły do klas. Te rozmowy nie były łatwe. Historie, które usłyszałam, trudno przedstawić jako prostą opowieść o pozytywnej zmianie – doświadczenia wojny pozostają z ludźmi także po wyjeździe z Ukrainy. To wspomnienia, które aktywują się za każdym razem gdy w sylwestra strzelają fajerwerki albo gdy podczas polskich świąt narodowych rozbrzmiewają syreny.
Nie sposób nie wspomnieć również o tym, że obie kobiety, z którymi rozmawiam, żyją w rozdzielonych rodzinach. Ich mężowie, bracia lub inni bliscy pozostali w Ukrainie i służą w wojsku. Dzieci również o tym pamiętają – szkolna pedagożka mówi mi, że jednym z najważniejszych miejsc w Centrum jest pokój psycholożki. Dzieci czują się tam bezpiecznie. To przestrzeń, w której mogą rozmawiać o swoich doświadczeniach nie tylko między sobą, ale także w zaufaniu z dorosłymi. Dla większości wojna stała się nieodłącznym tłem codzienności. Została w pewnym sensie znormalizowana – nie w tym znaczeniu, że przestała wpływać na życie i funkcjonowanie, lecz jako element mechanizmów przetrwania.
Pani Viktoria
Moja pierwsza rozmówczyni, pani Viktoria przyjechała, a raczej – ewakuowała się wraz z córką i synem do Polski w lipcu 2025 roku. Mieszkali w okolicy Kramatorska, w regionie Donbasu. Jej mąż, wojskowy, został w Ukrainie. Zgodziła się opowiedzieć o doświadczeniu przeniesienia życia do Polski oraz o roli, jaką odgrywa w ich codzienności społeczność Centrum Edukacji PCPM. O miejscu dowiedziała się przez polecenie. Jej dzieci dołączyły niedługo po przyjeździe, bo wraz z początkiem roku szkolnego we wrześniu.
– Co sprawiło, że zdecydowała się pani wyjechać do Polski?
– Rakiety i drony. Shahedy (drony masowo wykorzystywane do bombardowania miejscowości w Ukrainie-przyp. red.) latały nad nami cały czas. Kiedy w nocy trzeba było biec do schronu, dzieci wpadały w panikę. Trzęsły się, nie dało się ich uspokoić. Czasami jedynym wyjściem było dzwonienie po karetkę.– Wcześniej, w Ukrainie, dzieci uczyły się w szkole? Czy na przykład w formie zdalnej?
– Nauka była online, a często nawet to było niemożliwe. Bez prądu nie ma internetu, a bez internetu nie ma nauki.– Czyli najważniejsze jest teraz to, że nauka odbywa się stacjonarnie?
– Tak. Online to nie była dobra nauka. A tutaj dzieci nie tylko się uczą, ale też mają kolegów i koleżanki. Mogą być razem, rozmawiać, bawić się. Czują się dobrze.– Dla dzieci ważna jest też struktura dnia. Czy ma Pani wrażenie, że szkoła im to daje?
– Tak. Najważniejsze jest poczucie bezpieczeństwa. Kiedy dzieci przyjeżdżają z miejsc, gdzie trwa wojna, najpierw muszą po prostu poczuć spokój.– Czyli najpierw stabilizacja, dopiero potem nauka?
– Dokładnie. Kiedy dziecko jest w silnym stresie, mózg nie pracuje normalnie. Dlatego dajemy im czas. Czasem trzy miesiące, czasem pół roku. A potem same zaczynają się uczyć.– odpowiada pani Svitlana, która pomaga w tłumaczeniu rozmowy. Z nią również rozmawiamy o codziennym funkcjonowaniu Centrum Edukacji. Przed pracą tutaj, zajmowała się zawodowo tłumaczeniami. Tutaj jej rola znacznie wykracza poza tę dziedzinę, jest koordynatorką projektu. Wspiera funkcjonowanie placówki od początku jej istnienia. Naturalnie włącza się w rozmowę.
– Dzieci mają tu lekcje po polsku?
– Tak. Mamy sześć do ośmiu godzin polskiego tygodniowo. Trzy z nich prowadzą polskie nauczycielki, żeby dzieci osłuchały się z językiem i akcentem. Są też lekcje dwujęzyczne, gdzie tłumaczy się terminologię, na przykład matematyczną.– Jak radzą sobie z nauką języka?
– Na początku jest trudno. Szczególnie gdy dziecko przyjechało z miejsca, gdzie było dużo stresu. Są wycofane, nieśmiałe. Ale później dzieci zaczynają się uczyć szybciej. Te z młodszych klas nie czują wstydu przed popełnianiem błędów.– Czy pomaga im kontakt z innymi dziećmi?
– Tak. W klasach są dzieci na różnych poziomach języka. Jeśli ktoś mówi lepiej, inni chcą mu dorównać. Pojawia się też zdrowa konkurencja.
Zwracam się do pani Anastasii:
– Co dla pani jako mamy jest najważniejsze w tym miejscu?
– To, że dzieci są bezpieczne. Szkoła jest zamknięta, nikt obcy nie może wejść. Wiem, że spędzają tu cały dzień i nic im się nie stanie.– Czy to pozwala pani pracować?
– Tak. Pracuję po 12 godzin dziennie.– Czuje się pani w Polsce jak w domu?
– Nie. Czuję się jak gość. Dom jest tam.– Ale mieszkanie daje jakieś poczucie bezpieczeństwa?
– Tak. W mieszkaniu czuję spokój, ale to nie jest dom.– Myśli pani o tym, co dzieje się w Ukrainie?
– Cały czas. Tam zostali rodzice i mój mąż. Stracił rękę na wojnie. Teraz lekarze walczą o to, żeby uratować nogę.– Gdy wojna w Ukrainie się skończy, chciałaby Pani tam wrócić?
– Nie wiem. Tam nie ma teraz ekonomii, wszystko jest zniszczone. Dom to dom, ale nie wiem, czy będzie do czego wracać.
Niestety jej obawy są uzasadnione. Kramatorsk to miasto przyfrontowe w Donbasie, regularnie ostrzeliwane przez rosyjskie siły. Front znajduje się kilkanaście kilometrów od miasta, a walki toczą się w jego okolicach. Choć miasto nie jest całkowicie zrujnowane, skala zniszczeń jest duża – dziesiątki bloków mieszkalnych, szkoły i obiekty użyteczności publicznej zostały uszkodzone przez bomby, drony i artylerię. Mieszkańcy żyją w stałym zagrożeniu, część miasta jest ewakuowana, a infrastruktura cywilna działa w znacznie ograniczonym zakresie.
Pani Maria
Nieco na północ, przy granicy z Rosją, znajduje się miasto Sumy. Latem 2025 roku front był tam bardzo blisko – niecałe 20 km, a ostrzały i ataki dronów były elementem codzienności. Stamtąd przyjechała pani Maria, mama dziewczynki, która dołączyła w 2025 roku do czwartej klasy. Chciałam poznać jej perspektywę, nie tylko jako nowoprzybyłej uchodźczyni, ale przede wszystkim mamy.
– Pamięta pani moment, kiedy zdecydowała pani o wyjeździe?
– Moja córka bawiła się na podwórku, kiedy usłyszałyśmy drona. Zadzwoniłam do niej, żeby natychmiast wracała do domu. Chwilę później nastąpił bardzo silny wybuch. Wszystkie dzieci uciekły do naszego mieszkania i płakały w korytarzu.– To był moment decyzji?
– Tak. Córka sama powiedziała: „Mamo, wyjedźmy stąd”.– Czy ludzie przyzwyczajają się do wojny?
– Niestety tak. Zaczynasz normalizować to, że latają rakiety i drony. Myślisz: „Shahed leci, ale nie do mnie”.– Jak wyglądała szkoła córki w Ukrainie?
– Właściwie jej nie było. Albo nauka online, albo siedzenie w schronie.– Czy chodziła do szkoły stacjonarnie?
– Czasami. Rodzice czekali wtedy w samochodach pod szkołą. Gdy był alarm, zabieraliśmy dzieci.
Pani Maria opowiada historię, gdy jednego dnia, niedługo po zostawieniu córki w szkole, jadąc do pracy rozległy się alarmy bombowe. Większość samochodów w ruchu drogowym, łamiąc wszelkie przepisy, zaczęła zawracać, wszyscy w jednym kierunku.
Przekierowuję rozmowę.
– Jak córka odnalazła się w Polsce?
– Najpierw poszła do polskiej szkoły, ale było jej bardzo trudno z powodu języka. Potem znaleźliśmy Centrum Edukacji.– Jak się tutaj czuje?
– Bardzo dobrze. Często mówi mi: „Dziękuję, że znalazłaś tę szkołę”.Rozmawiamy też o jej doświadczeniu życia w Polsce. Wcześniej pani Maria prowadziła własny biznes, miała studio tańca, który był jej pasją. Wojna wszystko zamroziła w czasie, dużo osób wyjechało, trzeba było dostosować swoje życie do nowych realiów. To samo zrobiła ona – po przyjeździe do Polski poszła na kursy i pracuje w branży IT. Pytam się, czy wciąż kocha taniec, czy ma na niego czas.
– Dla mnie to jest jak terapia, pomoc emocjonalna. Było mi bardzo ciężko, przez to jak drastycznie zmieniło się nasze życie. Wszystko się zmieniło. I wtedy uratował mnie sport – to było jedyne, co wyciągnęło mnie z tego stanu, kiedy nie rozumiesz gdzie jesteś, kim jesteś, co jest wokół Ciebie.
NA PRZEKÓR UPRZEDZENIOM
Obie kobiety i ich dzieci konfrontują powszechne stereotypy dotyczące uchodźców z Ukrainy. Dzieciaki uczą się polskiego, nieraz przyswajają go szybciej i z większą łatwością niż dorośli, jednocześnie rozumiejąc, że to element tworzenia nowego życia w Polsce. Mamy, po odprowadzeniu dzieci do szkoły, jadą do pracy, by móc samodzielnie utrzymywać rodziny. Swoją przyszłość widzą tutaj.
Dom zawsze będzie w Ukrainie, ale pragmatyzm bierze górę – powrót do kraju zrujnowanego wojną, gdzie zarówno gospodarka jak i cała infrastruktura są naruszone, to kolejna trudna, potencjalnie retraumatyzująca decyzja. Dla nich najważniejsze jest teraz bezpieczeństwo dzieci, zapewnienie im normalności. Chcą, żeby tworzyły więzi, realizowały swoje ambicje – a tych nie brakuje. Dania i Lew, którzy w połowie rozmowy wbiegają do pokoju, na pytanie o wymarzone kariery, mówią, że chcą iść do szkoły filmowej, Dania, żeby zostać reżyserem, Lew żeby zostać scenarzystą (albo aktorem!). Wiele dzieci, które w 2022 roku dołączyło do Centrum Edukacji ukończyło egzaminy i wybrało różnorodne studia w Polsce.

To niezwykle ważna przestrzeń – nadaje rytm dnia, daje stabilizację i umożliwia budowanie relacji, które są szczególnie istotne w obcym kraju. Dzieci i młodzież podkreślają, jak duże znaczenie mają przyjaźnie zawarte w szkole. W rozmowie z chłopakami z czwartej klasy pytam, czy są swoimi najlepszymi kolegami. Odpowiadają: „Jesteśmy rodziną”. Na początku myślę, że mówią to dosłownie – mają podobne włosy, widać między nimi bliskość. Dania szybko prostuje: „My tu wszyscy jesteśmy rodziną”. Rozumiem wtedy, że nie chodzi o więzy krwi, lecz o wspólnotę doświadczeń. Nie ma tu wyraźnych podziałów wiekowych – starsi pomagają młodszym.
Rodzice z Ukrainy mierzą się z oskarżycielskimi pytaniami, dlaczego ich dzieci nie chodzą do Polskich szkół. To pokazuje ogrom niezrozumienia dla całości ciężaru psychologicznego, z jakim mierzą się dzieci, których otoczenie zmienia się znienacka, nie z decyzji o chociażby migracji zarobkowej, ale realnej ucieczki przed zagrożeniem dla życia. Dla wielu młodych, przeniesienie do polskiej szkoły, gdzie spotykają się z obcym językiem i systemem, jest kolejnym trudnym doświadczeniem, wzmagającym poczucie alienacji. Z drugiej strony rodzice słyszą, że ich chęć zapewnienia dzieciom jakiejkolwiek alternatywy, która ma przygotować do dołączenia do polskiego systemu edukacji, to kwestia uprzywilejowania czy roszczeniowości. Wytwarza to pewnego rodzaju impas – w którym żadna opcja nie jest odpowiednia, akceptowana przez kraj goszczący.

DLACZEGO WARTO
Żeby budować społeczeństwo bez podziałów, w którym osoby zarówno z Ukrainy, jak i Polski, będą się asymilować, konieczne są międzykulturowe rozwiązania. Chodzi tu zarówno o oddziały przygotowawcze, jak i wsparcie psychologiczne, które pozwoli poczuć się swobodnie w nowym miejscu, wśród nowych osób ale też zapewni opiekę, przy potencjalnych trudnych doświadczeniach związanych z wojną i uchodźstwem. Konieczne są też zajęcia z języka polskiego, ponieważ bariery językowe utrudniają nie tylko podstawową komunikację ale też interakcje społeczne. Asystenci i asystentki międzykulturowe oferują nieocenioną pomoc nie tylko językową, ale też emocjonalną i adaptacyjną. Wspierają też nauczycieli i nauczycielki – pomagając uniknąć nieporozumień i nieraz wyjaśniając kontekst kulturowy.
To rozwiązania, które realnie umożliwiają stopniową i bezpieczną adaptację, budowanie poczucia przynależności oraz wyrównywanie szans edukacyjnych, zamiast pogłębiania wykluczenia i poczucia obcości. Centrum Edukacji PCPM jest idealnym przykładem tak działającej placówki – w bezpiecznej atmosferze, młodzi i młode mogą poczuć się znowu swobodnie, pozwolić sobie na zabawę, a młodzież – na myślenie o przyszłości. W kraju pogrążonym w wojnie, która miała trwać kilka tygodni, a trwa już 4 rok, to potężna zmiana, gdy możesz znów poczuć, że masz jakąś przyszłość. A wdzięczność za możliwość budowania tej przyszłości w Polsce wybrzmiewa w każdej z rozmów jakie odbyłam.