„Wojna nie stała się ostatnim słowem w moim życiu”
Każdego dnia w Fundacji Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej staramy się wspierać jak najwięcej osób. Dlatego szczególnie cieszą nas słowa tych, którym udało się pomóc. Przeczytajcie historię Yany Klikushyny, która dzięki projektowi nostryfikacji mogła na nowo poukładać swoje życie.
Zadaję sobie to pytanie wiele razy, pisząc te słowa. Bo to, co zrobiliście dla mnie i mojej mamy, wykracza daleko poza wsparcie finansowe. Nie opłaciliście po prostu kosztów edukacji. Oddaliście mi mój zawód. Moją godność. Moją przyszłość.
Przyjechałyśmy do Polski z Berysławia, małego miasta w obwodzie chersońskim na południu Ukrainy. Kiedyś było pełne życia i piękne, znane z szerokiego Dniepru i elektrowni wodnej w Kachowce, miasto. Dziś jest zniszczone, spalone i wyludnione. Mój dom już nie istnieje. Ulice, na których dorastałam, już nie istnieją. Jak wrócić do miejsca, które zostało wymazane?
Do Warszawy przyjechałyśmy z dwiema walizkami, przekonane, że zostaniemy tu tylko kilka miesięcy. Czy nie wszyscy tak myśleliśmy? Że wkrótce wrócimy, otworzymy drzwi do naszych mieszkań i życie potoczy się dalej jak dawniej? Z czasem powoli zrozumiałyśmy, że nie ma już domu, który na nas czeka.
Moja mama jest na emeryturze i bardzo choruje. Zostałam jedyną osobą, która mogła pracować. Jedyną, która mogła pchnąć nas do przodu. Zaczęłam szukać pracy i szybko zderzyłam się z rzeczywistością: mój dyplom wymagał nostryfikacji. Znalazłam uniwersytet, ale jak zapłacić za uznanie wykształcenia, kiedy każdy miesiąc to walka, żeby opłacić bieżące rachunki? Jak inwestować w przyszłość, gdy samo przetrwanie pochłania wszystko?
Przypadkiem zobaczyłam post Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej o wsparciu dla nauczycieli. Napisałam do nich bez większej nadziei – a oni odpowiedzieli. Pomogli. W tamtej chwili poczułam coś, o czym prawie już zapomniałam: możliwość. Czy to naprawdę się dzieje? Czy ktoś naprawdę chce uwierzyć w mój zawód, w moje doświadczenie, we mnie?
Ale pojawiła się kolejna przeszkoda. Mój dyplom obejmuje dwie specjalności – język ukraiński i angielski. Ze względu na liczbę godzin akademickich uznano tylko ukraiński. Aby dalej uczyć angielskiego, co jest dziś moją pracą i moją pasją, musiałam rozpocząć studia podyplomowe. Znów niepewność. Znów finansowa niemożliwość. Czy powinnam się poddać? Czy powinnam pogodzić się z tym, że wojna odebrała mi nie tylko dom, ale i powołanie?
Napisałam kolejny list. I znów ktoś mnie usłyszał.
Dziś moje studia podyplomowe są finansowane. Uczęszczam też na kursy języka polskiego, bo znajomość języka kraju, który dał mi schronienie, to nie tylko konieczność – to także wyraz szacunku. To sposób, by poczuć, że naprawdę należę do tego miejsca. By znów stanąć pewnie na nogach.
Gdyby nie wy, gdzie byłabym dzisiaj? Bez rodziny, bez wsparcia, bez żadnej siatki bezpieczeństwa – jak wyglądałoby nasze życie? Staram się tego nawet nie wyobrażać.
Dzięki wam budzę się rano i idę do pracy, którą naprawdę kocham. Dzięki wam stoję przed moimi uczniami nie jako ofiara wojny, lecz jako nauczycielka. Dzięki wam moja mama czuje, że nie jesteśmy na tym świecie same.
Daliście nam coś więcej niż finansowanie. Daliście nam ciągłość wtedy, gdy wszystko zostało zniszczone. Daliście nam szansę nie tylko przetrwać – ale naprawdę żyć.
Dzięki wam wojna nie miała ostatniego słowa w mojej historii.