Polskie media o pracowniczkach PCPM na świecie

19 sierpnia obchodziliśmy Światowy Dzień Pomocy Humanitarnej. Tegoroczna kampania w dużej mierze skupiała się na udziale kobiet w tym sektorze pomocy. Dzięki współpracy z ogólnopolskimi mediami przybliżyliśmy Wam kulisy pracy kobiet – i równie ważnych mężczyzn – którzy w PCPM prowadzą lub wspierają projekty humanitarne w różnych częściach świata.

NEWSWEEK

Od każdej z nich słyszę to samo – że nawet nie wiemy, jak w Polsce jest dobrze. Woda, prąd, edukacja i opieka medyczna to luksusy. Masz pracę i dach nad głową? Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jakim jesteś szczęściarzem. Znacznie mniej szczęścia mają ofiary wojny, które poznają Ewa Pintera, Ewa Grodek i Agnieszka Nosowska, pracowniczki Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej.

– To, gdzie się urodziłeś, determinuje, jakie możesz mieć marzenia – mówi Ewa Pintera. I wspomina Dimę – uchodźczynię z Syrii, która przyznaje się tylko do jednego marzenia. Chce mieć w końcu święty spokój.

– Dima jest lekarką i genetyczką. Podczas pierwszych dni syryjskiej wojny w 2011 roku została porwana przez ISIS ze szpitala, w którym pracowała. Razem z nią terroryści uwięzili innych ludzi, w tym trzy kobiety. Jedną z nich była przyjaciółka Diny, również lekarka, Zena.

Koszmar trwał ponad rok. Tak wspomina go dziś Dina:

– Byłyśmy trzema kobietami z 63 mężczyznami z ISIS, nie chcę wchodzić w szczegóły, ale wyobraź sobie… – Ewa czyta wspomnienia Diny, które spisał jeden z pracowników PCPM. Zawiesza głos. Po czym kontynuuje:

– Był to ciągły gwałt. Byliśmy torturowani do maksimum, straciłam jeden palec nogi i 10 zębów. Do tego upokorzenie, jak bycie sługą i niewolnikiem. Oglądałam 33 ścięcia głowy… Zena popełniła samobójstwo…

Kolejny koszmar Dimy przyszedł wraz z wyzwoleniem zakładników przez syryjski wywiad. Kobieta była podpalana papierosami, gnębiona.

W końcu uciekła. Udało się jej przedostać do Libanu. Przez osiem miesięcy chodziła ulicami, pukała do drzwi wszystkich organizacji chrześcijańskich.

Za każdym razem wzywano policję.

Ewa: – Dima była aresztowana 11 razy. Zawsze z tego samego powodu.

Dzięki pomocy Ewy i jej współpracowników Dima jest już bezpieczna. Udało się zapewnić jej dach nad głową i leki, którymi kuruje nadszarpnięte zdrowie.

Historia Dimy to tylko jedna z mnóstwa podobnych opowieści. Obecnie Ewa pomaga w Iraku, pracuje nad projektem wsparcia władz lokalnych. Chodzi o odbudowę infrastruktury – m.in. zniszczonych przez wojnę wodociągów na terenach, gdzie schronienie znalazło tysiące Jazydów uciekających przed ISIS.

CAŁY WYWIAD PRZECZYTASZ TUTAJ

POLSAT NEWS.PL

Dorota Woroniecka-Krzyżanowska, pracująca w Polskim Centrum Pomocy Międzynarodowej – fundacji niosącej pomoc humanitarną, rozwojową i ratunkową potrzebującym na całym świecie w rozmowie z polastnews.pl

Jestem socjologiem, choć bardziej antropologiem społecznym. W naszej dziedzinie nacisk kładzie się na to, by w danej kulturze spędzić jak najwięcej czasu, zanurzyć się w życie codzienne społeczności, z którymi się pracuje czy, które się bada. Prawie dwa lata mieszkałam w Palestynie, część czasu razem z mężem i wówczas dwuletnim synem. Przeprowadzka dobrze wprowadziła mnie w funkcjonowanie świata arabskiego. Oczywiście, kraje arabskie różnią się między sobą, natomiast stanowią w pewnym sensie wspólny obszar kulturowy. To doświadczenie przekłada się również na moją pracę w fundacji, dlatego, że obecnie coraz więcej mówi się o tym, aby pomoc humanitarna i rozwojowa były oparte na wiedzy, na najlepszym dopasowaniu do kontekstu lokalnego, przy uszanowaniu tradycji i zwyczajów. Ma to zapewnić efektywność i trwałość projektów pomocowych.

CAŁY WYWIAD PRZECZYTASZ TUTAJ

GAZETA.PL

Jesteś pracownikiem humanitarnym w Polskim Centrum Pomocy Międzynarodowej. Co jakiś czas wyjeżdżasz na miesięczne-dwumiesięczne, czasem krótsze misje. Ostatnio do Libanu. Teraz do Iraku. To chyba praca wymagająca emocjonalnie?

Ewa Pintera: Kiedyś wydawało mi się, że tak nie jest. Zawsze starałam się nie zastanawiać nad ogromem tragedii, z którą mamy do czynienia. Przyjeżdżamy do miejsc, gdzie tysiące ludzi przeżyło traumę i ich historie są zwykle naprawdę dramatyczne, ale ja wolałam się skupiać na tym, co możemy zrobić, żeby było lepiej i jak możemy wykorzystać naszą wiedzę i nasze umiejętności. Szybko jednak zauważyłam, że przebywanie dłuższy czas w totalnej beznadziei rodzi w człowieku bezsilność.

CAŁY WYWIAD PRZECZYTASZ TUTAJ

DO RZECZY.PL

Agnieszka Nosowska: Praca tutaj w Libanie to przede wszystkim pomoc syryjskim uchodźcom, ale także wsparcie dla najbardziej potrzebującej społeczności lokalnej. Na co dzień to wiele spotkań z ludźmi, wizyty w domach tych, którym pomagamy w opłaceniu czynszu, wizyty u rodzin mieszkających w namiotach, którym dostarczamy zestawy dzięki którym mogą zabezpieczyć się przed zimą. To są spotkania twarzą w twarz w ośrodku zdrowia. To jest wreszcie praca z członkami społeczności lokalnej i wspólne wypracowywanie rozwiązań, które byłoby najskuteczniejsze dla mieszkańców. Najkrócej, to chyba więc po prostu praca polegająca na rozmawianiu z drugim człowiekiem.

CAŁY WYWIAD PRZECZYTASZ TUTAJ

POLSKIE RADIO

O tym jak wygląda praca kobiet na misjach Wojciech Cegielski rozmawia z Dorotą Woroniecką z Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej, która jako pracownik humanitarny uczestniczyła w misjach w Iraku i Palestynie.

ONET.PL

Marina Antoun z Libanu: Pracuję dla Polskiego Centrum Pomocy Narodowej w libańskim Qubayat, to tuż przy granicy z Syrią. I pamiętam, że kiedyś nie drżeliśmy oglądając wiadomości stamtąd, teraz każda wiadomość budzi obawy. Co się wydarzy w Syrii? Wcześniej przyjeżdżali do nas robotnicy z Syrii, pracowali u nas, a my jeździliśmy do nich na zakupy, bo tam było taniej, ale to wszystko już się skończyło. Wybuchła wojna, a do nas uciekło ponad milion uchodźców.

CAŁY TEKST PRZECZYTASZ TUTAJ

ONET.PL

Marcin Gałkiewicz, ratownik medyczny z EMT PCPM: Czasem człowiek ma wyrzuty sumienia, smarując kromkę chleba grubszą warstwą masła

Zanim zostałem ratownikiem medycznym i dołączyłem do zespołu Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej, studiowałem filozofię. O tym jak się pracuje w zawodzie usłyszałem po raz pierwszy w trakcie sezonowej pracy przy zbieraniu jabłek we Francji, gdzie pojechałem zaraz po studiach. Poznałem tam koleżankę, która właśnie ukończyła ratownictwo medyczne. Praca przy zbieraniu jabłek jest dość monotonna, miałem więc dużo czasu na słuchanie jej opowieści. Po powrocie do Polski zapisałem się do studium, rozpocząłem naukę i kompletnie się w tym zakochałem.

CAŁY TEKST PRZECZYTASZ TUTAJ

ONET.PL

W Libanie od początku wojny w Syrii działa Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej niosąc pomoc uchodźcom. Prezes fundacji Wojciech Wilk mówi jasno: na dziś nie ma żadnych powodów, dla których uchodźcy syryjscy mogliby chcieć wracać do Syrii.

Gdy Murad apeluje o wsparcie dla nielicznych dziś Jazydów w Iraku, Trump wypala – but ISIS is gone. ISIS już nie ma, czyli nie ma już problemu na Bliskim Wschodzie. Co ty byś odpowiedział Trumpowi na miejscu Murad?

Wojtek Wilk, prezes PCPM: Co prawda ISIS zniknęło z powierzchni, ale przecież nadal istnieje. Są grupy społeczne, które nadal się z tą ideologią identyfikują i tu nawet nie chodzi o kwestie religijne. Sunnici, którzy rządzili w Iraku, zostali po 2003 roku zepchnięci na margines życia politycznego i gospodarczego. Podobnie jest zresztą w Syrii. ISIS to ideologia, która odwołuje się do poczucia krzywdy sunnitów, którzy utracili władzę w 2003 roku, a sprawowali ją w zasadzie od 680 roku, od czasów bitwy pod Karbalą. I w tym momencie jest to ideologia, która będzie bardzo nośna.

Nie możemy patrzeć na ISIS wyłącznie jako na fenomen ekstremizmu religijnego. ISIS bardzo skuteczne powiązało ekstremizm religijny z poczuciem krzywdy ludzi, którzy w Iraku stanowią 20 procent społeczeństwa. I tak długo jak iraccy sunnici nie zostaną włączeni w nurt życia społecznego i gospodarczego, tak długo przyczyny powstania ISIS nie zostaną zlikwidowane. Władze w Bagdadzie muszą znaleźć sposób na to, by włączyć irackich sunnitów w życie społeczeństwa i zrobić z nich pełnoprawnych obywateli.

Pamiętaj też, że ISIS to nie tylko zaślepieni nienawiścią fanatycy religijni. W ISIS ważną rolę odgrywali ludzie, którzy rządzili w Iraku za czasów Saddama Hussseina, nie mówię tu o pierwszym garniturze politycznym, ale tym drugim czy trzecim. ISIS militarnie jest pokonane, ale zeszło pod powierzchnię i dalej przeprowadza zamachy terrorystyczne. Nadia Murad powinna więc odpowiedzieć – Panie Trump, to nie jest już Państwo Islamskie, ale to jest Islamskie Państwo Podziemne.

CAŁY WYWIAD DO PRZECZYTANIA

Dziękujemy za każdą publikację!

PCPM na Instagramie: @fundacjapcpm

PCPM na Facebooku: Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej (PCPM)