Wsparcie psychologiczne jako element budowania trwałego zespołu USAR w Kenii

Katastrofy budowlane najczęściej trafiają do mediów jako krótkie komunikaty: liczba ofiar, czas akcji, użyty sprzęt. Znacznie rzadziej mówi się o tym, co dzieje się pomiędzy – o ludziach, którzy przez wiele godzin pracują w gruzowisku, podejmują decyzje pod ogromną presją i próbują zachować spokój w sytuacjach, w których każdy błąd może kosztować życie albo odebrać rodzinom szansę na odnalezienie bliskich.

Właśnie taka sytuacja rozegrała się w ubiegłym tygodniu w Kenii. W miejscowości Ngong w hrabstwie Kajiado zawaliły się dwa ośmiopiętrowe budynki w budowie. Dzień i noc gruzowisko przeszukiwali ratownicy USAR z Nairobi – jednostki szkolone wcześniej przez polskich instruktorów dzięki wsparciu Polskiej Pomocy Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP. Akcja trwała bez przerwy, bo pod ruinami wciąż mogli znajdować się ludzie.

Na tle zawalonego budynku stoi grupa ratowników oceniając sytucję 

Ratownicy dotarli w końcu do miejsca, w którym prawdopodobnie przebywali robotnicy. „Strażacy z USAR dokopali się do materaca. A zeznania świadków wskazywały, że materace znajdowały się tylko w pomieszczeniu zajmowanym przez pracowników budowlanych” –  relacjonowały lokalne media. Zawalenie jednego z budynków pochłonęło co najmniej cztery ofiary śmiertelne. Na miejscu byli również polscy instruktorzy obserwujący działania kenijskich ratowników, którzy kilka dni wcześniej uzyskali oficjalną certyfikację zespołu poszukiwawczo-ratowniczego. Przez wiele godzin trwał dramatyczny wyścig z czasem.

Akcja ratownicza prowadzona po zawaleniu budynku w Ngong była momentem próby. Nie chodziło już o ćwiczenia ani o przetestowanie teorii w kontrolowanych warunkach. To, co wcześniej ratownicy USAR wypracowali podczas szkoleń z instruktorami PCPM, musiało przejść sprawdzian rzeczywistości  –  w zmęczeniu, stresie i konfrontacji z realnym zagrożeniem. To właśnie wtedy najlepiej widać, czy system ratowniczy rzeczywiście działa, czy istnieje tylko na papierze.

Ratownicy współpracują w gruzach

“Kenijscy ratownicy pracowali przez kilka dni w trudnych warunkach, pod presją czasu, zmęczenia i odpowiedzialności. Z gruzowiska wydobyto wszystkie odnalezione ofiary. Dla ich rodzin ma to ogromne znaczenie. Podobnie dla samych ratowników” –  opowiada Albert Kosiński, strażak, instruktor PCPM.

Dla osób zaangażowanych wcześniej w szkolenie i mentoring szczególnie ważny był moment, w którym można było zobaczyć, jak wiedza przekazywana miesiącami wraca w praktyce – w sposobie organizacji pracy, komunikacji między zespołami i decyzjach podejmowanych w najtrudniejszych chwilach.

”Widziałem ludzi, którzy jeszcze niedawno ćwiczyli procedury podczas szkolenia, a teraz stosowali je w realnym zdarzeniu jakim jest katastrofa budowlana. Spokojnie, odpowiedzialnie i zespołowo. Ta akcja pokazała też coś bardzo ważnego: ratownictwo nie kończy się na sprzęcie, technice i procedurach” –  mówi Kosiński.

Jednocześnie wydarzenia w Kenii pokazały coś, o czym w ratownictwie przez lata mówiło się zbyt rzadko. Nawet najlepiej wyszkolony ratownik nie pozostaje obojętny wobec tego, co widzi i czego doświadcza podczas takich działań.

Przygotowanie zespołów od strony merytorycznej, tak aby były gotowe reagować szybko i skutecznie, stanowi podstawę każdego szkolenia. Równie istotne jest jednak zadbanie o dobrostan osób, które na co dzień są narażone na stres i obciążające doświadczenia. To kluczowy element przeciwdziałania wypaleniu zawodowemu, ale także ważna forma wsparcia –  nie tylko poprzez wyposażanie uczestników w wiedzę i umiejętności potrzebne do pomagania innym, lecz również poprzez przekazywanie narzędzi pozwalających zadbać o siebie. W końcu każda ratowniczka i każdy ratownik wiedzą, że skuteczne udzielanie pomocy innym nie jest możliwe bez wcześniejszego zadbania o własne bezpieczeństwo i dobrostan.

Grupa ratowników z zespołu USAR siedzi na spotkaniu wsparcia psychologicznego

“To pokazało też bardzo wyraźnie jedną rzecz: budowanie zdolności ratowniczych nie kończy się na sprzęcie i szkoleniu. Ratownik, który przez kilka dni pracuje w gruzowisku, przy ofiarach i w warunkach silnego obciążenia psychicznego, także potrzebuje systemowego wsparcia po zakończeniu działań”  –  podsumowuje Rafał Własinowicz, kierownik Wydziału Szkoleń Strażackich i Ratowniczych w Kenii.

Praca przy ofiarach, wielodniowe zmęczenie i emocjonalne napięcie nie kończą się wraz z opuszczeniem miejsca katastrofy. Coraz wyraźniej widać, że nowoczesny system ratowniczy musi dbać nie tylko o skuteczność działań operacyjnych, ale również o ludzi, którzy te działania prowadzą. To właśnie dlatego akcja w Ngong, w Kenii, może okazać się ważna nie tylko z powodu samego przebiegu działań ratowniczych, ale także przez zmianę sposobu myślenia o wsparciu dla zespołu.

Odpowiadając na tę potrzebę, zespół PCPM, który od miesięcy szkolił i wspierał ratowników USAR, zorganizował pomoc psychologiczną oraz spotkania grupowe. Była to przestrzeń do podzielenia się doświadczeniami i wypowiedzenia na głos emocji, które często towarzyszyły uczestnikom po trudnych akcjach.

Spotkanie zostało bardzo dobrze odebrane. Choć jego szczegóły pozostaną wewnątrz grupy, podzielają jedną obserwację – taka forma wsparcia jest niezwykle potrzebna. O zdrowiu psychicznym łatwo zapomnieć w codziennym życiu każdego z nas, ale również w wymagających zawodach, gdzie na pierwszym planie jest zdrowie i życie innych.

Akcja w Ngong pokazała, że nowoczesne ratownictwo nie kończy się na działaniach prowadzonych w gruzowisku. Równie ważne jest to, co dzieje się z ratownikami, kiedy akcja dobiega końca.