Runęły dwa ośmiopiętrowe bloki. Akcja ratunkowa strażaków z USAR na gruzowisku [GALERIA]
Zawalenie ośmiopiętrowego budynku w kenijskiej miejscowości Ngong pochłonęło czterech robotników. Kolejne doby zespoły strażaków z USAR w Nairobi i jednostka NDMU pracują na gruzowisku.
Tempo i dynamika zdarzeń
Do strażaków z zespołu USAR trafia pierwsza wiadomość: ośmiopiętrowy budynek w stanie budowy zawalił się w rejonie Ole Nairi w Oloolua, w hrabstwie Kajiado. Pod gruzami uwięzione są cztery osoby. Czas goni.
Gedion Owiti, dowódca operacji, natychmiast próbuje uruchomić procedury. Napotyka problemy administracyjne – to zawalenia doszło poza granicami hrabstwa Nairobi; formalny wniosek o pomoc wciąż nie wpłynął. Mimo to, Owiti decyduje się działać.
– Poprosiłem inspektora, żeby zadzwonił do naszego naczelnika i wysłałem mu jego numer. Nie zadzwonił. Jadę tam bez zaproszenia – relacjonuje Gedion Owiti.
Kilkanaście minut później sprawa się rozwiązuje – naczelnik Bramwell osobiście dzwoni do Owitiego z oficjalną autoryzacją. Na miejsce wyrusza 15 ratowników.
Noc na gruzowisku

Wieczorem tego samego dnia zespół jest jedyną działającą jednostką na miejscu zdarzenia.
– Pracuje tylko nasz zespół z Nairobi. Żadnej ofiary jeszcze nie odnaleziono – mówi Owiti.
Rafał Własinowicz, polski instruktor, który od lat szkoli zespół w Keni, stara się zdalnie podpowiadać, jak najlepiej radzić sobie w takiej sytuacji. Na miejsce docierają też polscy instruktorzy, którzy wcześniej trenowali jednostki kenijskiego zespołu USAR.
Drugi dzień: koparka, psy, polski instruktor
– Operacje zostały wstrzymane wczoraj o 21:00 z powodu braku światła. Spaliśmy na miejscu. Wznowiliśmy o 8:00. Trwa usuwanie gruzu. Mamy teraz dwie koparki. Jesteśmy bardzo zaangażowani – relacjonuje Gedion Owiti.
Tego dnia na miejsce dotarł też Albert Kościński – polski strażak, instruktor USAR. Jego relacja jest wstrząsająca: katastrofa objęła dwa budynki. Jeden ośmiopiętrowy runął doszczętnie. W drugim zawaliło się pięć kondygnacji. Czterech robotników, którzy w chwili katastrofy przebywali w mieszkalnym pokoju na trzecim piętrze, najprawdopodobniej są wciąż pod gruzami.
– W momencie zawalenia czterech robotników najprawdopodobniej przebywało w pokoju, w którym mieszkali. Jeden z budynków zawalił się częściowo, drugi – ośmiopiętrowy – runął całkowicie – relacjonuje z Kenii polski strażak Albert Kościński.
Psy z jednostki wojskowej poprzedniego dnia sygnalizowały, że pod gruzami wciąż mogą być żywe osoby w okolicach trzeciego i czwartego piętra. Ratownicy uzyskują dostęp do tej kondygnacji od zewnątrz – kamera pokazuje jednak tylko ścianę.
Strażacy z USAR dokopali się do materaca. A zeznania świadków wskazują, że materace znajdowały się tylko w pomieszczeniu zajmowanym przez pracowników budowlanych – dodaje strażak.
Zdaniem Kościńskiego, pracy w związku z zawalonym budynkiem jest przynajmniej na kilka dni.
– Wygląda to 1:1 jak Turcja – dodaje.
Porównanie do Turcji, kraju, gdzie w 2023 roku pod gruzami zginęło ponad 50 tysięcy ludzi, mówi wszystko o skali i charakterze katastrofy w Ngong.
Pytania o budynki i prawo
Kenia od lat zmaga się z problemem nielegalnych i wadliwie wzniesionych budynków. Obszar wokół Ngong podlega restrykcjom wysokościowym ze względu na bliskość szlaków lotniczych. Wiele stref ogranicza zabudowę do czterech kondygnacji. Tymczasem zawalony obiekt liczył osiem pięter. To nie pierwsza taka katastrofa: we wrześniu 2022 roku runął tu sześciopiętrowy budynek podczas budowy.
To kolejna katastrofa budowlana w rejonie Nairobi w tym roku. Strażacy szkoleni przez polskich instruktorów w zbudowanym i prowadzonym przez Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej Fire And Rescue Training Centre, Kenya – Firetrack uratowali spod gruzów od początku roku 28 osób.
W akcji, oprócz straży pożarnej hrabstwa Kajiado i zespołu USAR z Nairobi, uczestniczy także Krajowa Jednostka Zarządzania Katastrofami (NDMU) oraz Kenijski Czerwony Krzyż.
ZOBACZ GALERIĘ Z AKCJI RATUNKOWEJ W KENII























