Polscy medycy w Iwano-Frankiwsku szkolą ukraińskim medyków
Iwano-Frankiwsk, położony daleko od linii frontu na zachodzie Ukrainy, uznawany jest za bezpieczne miasto jak na warunki wojenne. Dlatego między innymi tutaj Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej postanowiło szkolić medyków. Mimo to Iwano-Frankiwsk mierzy się z problemami tak jak cały kraj.
Elektrownia cieplna w Bursztynie, kilkadziesiąt kilometrów od Iwano-Frankiwska, trzykrotnie była atakowana. Rosyjskie rakiety trafiły w jej rozdzielnię, a miasto pogrążyło się w reżimie oszczędzania prądu – ograniczone oświetlenie uliczne, wstrzymany ruch trolejbusów, godziny bez elektryczności w blokach mieszkalnych. Dla mieszkańców zachodniej Ukrainy, regionu do niedawna uznawanego za relatywnie bezpieczny, to kolejny dowód na to, że front przesunął się także w głąb kraju – wystarczy spojrzeć w niebo. Tak było w lutym po ostatnich atakach i mimo, że obecnie elektrownia pracuje bez przerwy, to zniszczenia widoczne gołym okiem nie napawają optymizmem. “Rosjanie w każdej chwili mogą ponowić atak” – mówią mieszkańcy, o czym przypominają głośne odgłosy przelatujących nad miastem samolotów z pobliskiej bazy.

W takich warunkach codzienną pracę wykonują strażacy i ratownicy medyczni, którzy poza gaszeniem pożarów i usuwaniem gruzu coraz częściej sami stają się celem ataków.
To właśnie w siedzibie pogotowia ratunkowego w Iwano-Frankiwsku, w budynku, który jeszcze niedawno odczuwał skutki przerw w dostawach prądu, odbyło się szkolenie zorganizowane przez Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej (PCPM). Dziesięcioro ratowników medycznych spędziło kilka dni na sali, w której zamiast standardowych ćwiczeń pierwszej pomocy prowadzono zajęcia dostosowane do realiów wojny.
– Z racji tego, że Ukraina jest objęta działaniami wojennymi, bardzo dużo personelu jest bezpośrednio zaangażowane w niesienie pomocy poszkodowanym, zarówno w rejonach przyfrontowych, jak i bezpośrednio na linii frontu. To oznacza, że służby Ukrainy nie dysponują wystarczającymi kadrami, aby prowadzić bieżące szkolenia. Przede wszystkim w zakresie przedszpitalnej pomocy medycznej i reagowania na sytuacje o charakterze masowym – mówi Paweł Jessa, koordynator projektu z PCPM.
Polsy instruktorzy w Ukrainie
Szkolenie poprowadziło dwoje instruktorów z Medycznego Zespołu Ratunkowego PCPM – Wojtek Soliński i Agata Leszczuk. Oboje mają za sobą doświadczenie pracy w warunkach kryzysowych, a przekazywana przez nich wiedza opiera się na elementach międzynarodowych standardów ratownictwa: Advanced Life Support (ALS), Basic Life Support (BLS) oraz Tactical Emergency Casualty Care (TECC) – protokołu wypracowanego z myślą o udzielaniu pomocy w strefach aktywnego zagrożenia.
– Nasi kursanci są bardzo chętni do nauki, widzą potrzebę zdobywania nowych umiejętności i wiedzy, zadają masę pytań – mówi Agata Leszczuk. Jak dodaje, “chcą się szkolić, więc po każdym szkoleniu, które miałam okazję już przeprowadzić, widziałam wzrost umiejętności u uczestników”.

Trudno o lepszą ilustrację tego, dlaczego takie kursy są dziś priorytetem. Państwowa Służba Ukrainy ds. Sytuacji Nadzwyczajnych (DSNS), z której wywodzi się większość uczestników, w ciągu trzech lat pełnoskalowej wojny straciła ponad stu funkcjonariuszy zabitych na służbie, a 430 zostało rannych.
Projekt finansowany przez Tajwan
Szkolenie w Iwano-Frankiwsku to element szerszego projektu PCPM, finansowanego przez Taiwan ICDF (Międzynarodowy Fundusz Współpracy i Rozwoju), który wspiera wzmacnianie ukraińskiego systemu ratownictwa od kilku lat. W ramach programu polscy instruktorzy prowadzą serie szkoleń nie tylko w Iwano-Frankiwsku, ale też we Lwowie i Winnicy, gdzie powstały stałe centra treningowe wyposażone w nowoczesny sprzęt – symulatory krwotoków, fantomy do nauki intubacji oraz zaawansowane fantomy pediatryczne, które pozwalają ćwiczyć pomoc najmłodszym ofiarom bombardowań.
Model, na którym opiera się cały projekt, nazywany jest przez organizatorów „safe-haven trainings” – ratownicy pracujący bezpośrednio w strefach przyfrontowych są kierowani na szkolenia do bezpieczniejszych regionów zachodniej Ukrainy. To rozwiązanie ma podwójny cel: pozwala nie tylko zdobyć nowe kwalifikacje, ale też daje uczestnikom kilka dni wytchnienia od pracy w ciągłym zagrożeniu. Jak podkreśla Paweł Jessa, koordynator projektu, dla wielu strażaków i medyków to jedyna okazja, by na chwilę oderwać się od frontowej rzeczywistości – swoista regeneracja psychiczna, która w dłuższej perspektywie przekłada się też na jakość niesionej pomocy.
Wybrani uczestnicy najbardziej zaawansowanych kursów mają w przyszłości sami stać się instruktorami – przekazywać zdobytą wiedzę kolejnym pokoleniom ratowników w swoich jednostkach, bez konieczności każdorazowego sprowadzania szkoleniowców z zagranicy. To podejście ma zapewnić trwałość efektów projektu daleko poza jego formalnym zakończeniem.
– Oprócz naszego wsparcia dla Ukrainy również możemy się wiele nauczyć. To przede wszystkim umiejętność adaptacji i odporności. Ukraina jest już w piątym roku wojny i musiała nauczyć się funkcjonować w takiej rzeczywistości – mówi Lin Jian-Jhang z Taiwan ICDF.
Docelowo Fundacja PCPM przeszkoli około 300 strażaków i medyków. Spośród nich wybrani zostaną najbardziej doświadczone osoby o największych kompetencjach, które przejdą kurs zaawansowany, aby później sami mogli być trenerami i szkolić już we własnych jednostkach innych strażaków i medyków.